Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pacjent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pacjent. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 stycznia 2015

Informacja o stanie zdrowia pacjenta



Nawiązanie przez lekarza dialogu z pacjentem jest jednym z najważniejszych aspektów udzielania świadczeń zdrowotnych. Człowiek bowiem często boi się sytuacji, rzeczy, które są dla niego nowe, niezrozumiałe i może reagować nadpobudliwie lub nawet agresywnie. Dlatego dla uniknięcia negatywnych reakcji należy w sposób prosty i zrozumiały wytłumaczyć pacjentowi każdy etap leczenia, każde przeprowadzanie badanie. Należy przy tym pamiętać, aby uzyskać informację zwrotną od pacjenta. Nie wystarczy bowiem poinformować pacjenta np. o korzyściach i zagrożeniach płynących z przeprowadzanego zabiegu. Pacjent musi zostać poinformowany „skutecznie”, czyli w sposób umożliwiający mu zrozumienie przekazywanych treści i w konsekwencji wyrażenie skutecznej, poinformowanej zgody np. na zabieg. Warto pamiętać, że tylko w ten sposób wyrażona zgoda chroni osobę udzielającą świadczeń przed odpowiedzialnością za przeprowadzenie zabiegu, badania etc. bez zgody pacjenta.
Należy również zwrócić uwagę na zakres przekazywanych pacjentowi informacji przez lekarza oraz pielęgniarkę. Pielęgniarka nie jest uprawniona do informowania pacjenta o diagnozie, rokowaniach czy możliwych dróg leczenia. Informacje w tych kwestiach udzielić może jedynie lekarz. Pielęgniarka jest natomiast uprawniona do informowania pacjenta o czynnościach pielęgnacyjnych czy zabiegach przez nią przeprowadzanych. Pojawia się jednak problem w sytuacji, gdy do podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych docierają wyniki badań pacjenta, z których wynika, że stan zdrowia pacjenta jest poważny, wymagający szybkiej interwencji. Na chwilę obecną wyniki wszelkich badań pacjenta są analizowane przez lekarza dopiero podczas wizyty pacjenta. Może to powodować negatywne konsekwencje dla procesu leczenia pacjenta.
Problem ten został zauważony również przez Rzecznika Praw Pacjenta. W związku z tym Rzecznik zaproponowała dodanie do rozporządzenia w sprawie ogólnych warunków umów o udzielaniu świadczeń opieki zdrowotnej ustępu o następującej treści: „W przypadku, gdy wyniki przeprowadzonych u świadczeniobiorcy badań diagnostycznych wskazują na stan zagrożenia życia lub zdrowia, świadczeniodawca niezwłocznie informuje świadczeniobiorcę, a lekarz określa dalszy przebieg leczenia.” Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało, że przedstawione rozwiązanie zostanie rozważone w trakcie prac nad nowelizacją rozporządzenia. Prace te zaplanowane są na pierwszy kwartał br., a związane są z wprowadzeniem obowiązującego od 1 stycznia 2015 r. pakietu onkologicznego.

niedziela, 28 września 2014

Polisa od błędów w sztuce



Zgodnie z treścią art. 5 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011r. o działalności leczniczej ( Dz. U. Nr 112, poz. 654) lekarze ( przedsiębiorcy) wykonujący zawód w ramach działalności leczniczej określonej w niniejszej ustawie muszą mieć obowiązkowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej podmiotu wykonującego działalność leczniczą.

Zakres ubezpieczenia obowiązkowego:
  • odpowiedzialność podmiotu wykonującego działalność leczniczą w Polce za szkody będące następstwem udzielania świadczeń zdrowotnych;
  • odpowiedzialność podmiotu wykonującego działalność leczniczą w Polsce za szkody wynikające z niezgodnego z prawem zaniechania udzielania świadczeń zdrowotnych, które miało miejsce podczas ochrony ubezpieczeniowej

Zakres powyższego ubezpieczenia określa rozporządzenie ministra finansów z 22 grudnia 2011r.

Zaznaczyć należy, że ubezpieczenie obowiązkowe chroni wyłącznie od szkód osobowych, czyli takich, które dotyczą bezpośrednio człowieka, jak uszkodzenie ciała.

Z uwagi na powagę błędów w sztuce lekarskiej, które ściśle wiążą się ze zdrowiem i życiem człowieka, określone w rozporządzeniu minimalne sumy gwarancyjne wynoszą odpowiednio:

    • 75 tys. euro- na jedno zdarzenie;
    • 350 tys. euro- na wszystkie zdarzenia

Pamiętać należy, że ubezpieczeniem obowiązkowym nie są objęte szkody wyrządzone przez podmiot wykonujący działalność leczniczą:

    • po pozbawieniu lub w okresie zawieszenia prawa do prowadzenia działalności leczniczej;
    • polegające na uszkodzeniu, zniszczeniu lub utracie rzeczy;
    • po zapłacie kar umownych;
    • powstałe wskutek działań wojennych, stanu wojennego, rozruchów i zamieszek, a także aktów terroru.

W odniesieniu do lekarzy niebędących przedsiębiorcami, którzy wykonują zawód w innej formie, np. na podstawie umowy o pracę albo umowy cywilnoprawnej obowiązkowe ubezpieczenie OC nie obowiązuje. Jednakże nie stoi to na przeszkodzie, by lekarz ubezpieczył się dobrowolnie w zakresie OC z tytułu wykonywania zawodu lekarza na warunkach oferowanych przez zakłady ubezpieczeń.

Dobrowolność ubezpieczenia

Z ubezpieczeniem dobrowolnym mamy do czynienia wówczas, gdy ubezpieczenie jest ubezpieczeniem nadwyżkowym i wykorzystywane jest po wyczerpaniu sumy gwarancyjnej z ubezpieczenia obowiązkowego.

Do sytuacji takich dochodzi wówczas, gdy wyrządzona przez lekarza szkoda będzie wyższa, albo gdy na skutek błędu przy operacji pacjent będzie niepełnosprawny, co z kolei będzie wiązało się z koniecznością wypłaty renty.
W takich okolicznościach pojawia się możliwość wykupienia ubezpieczenia dobrowolnego.
Zaletami ubezpieczenia dobrowolnego jest nie tylko możliwość podwyższenia sumy gwarancyjnej, w przypadku gdy kwota jest niewystarczająca do pokrycia szkody, ale także stanowi swoiste zabezpieczenie dla lekarza oraz podmiotów leczniczych w stosunku do osób trzecich, nie objętych obowiązkowym ubezpieczeniem za wyrządzone wobec nich szkody.

Ubezpieczenie dobrowolne nie obejmuje szkód wyrządzonych umyślnie, jak również szkód wyrządzonych przez osoby nieposiadające odpowiednich kwalifikacji w związku z wykonywanymi przez nie zabiegami chirurgicznymi, plastycznymi bądź kosmetycznymi.

Termin ważności ubezpieczenia

Istotną kwestią związaną z ubezpieczeniem jest okres jego trwania. Obowiązkowe ubezpieczenie OC obejmuje swoim zakresem odpowiedzialność cywilną za szkodę wywołaną działaniem lub zaniechaniem podmiotu ubezpieczonego, które miało miejsce w czasie trwania ochrony ubezpieczeniowej. Oznacza to, że odpowiedzialność zakładu ubezpieczeń ma miejsce wyłącznie wtedy, gdy szkoda zostanie wyrządzona w czasie trwania wspomnianego ubezpieczenia.
Wobec powyższego istotne jest wskazanie momentu, w którym nastąpiło działanie lub zaniechanie wywołujące szkodę, a nie moment, w którym informacja o wyrządzeniu szkody stała się powszechnie wiadoma.

Ubezpieczenie sprzętu medycznego

Możliwość wyrządzenia szkody pacjentowi wiąże się nie tylko z prowadzeniem działalności leczniczej i świadczeniem pomocy medycznej ale może też wynikać z niemożności wykonywania  świadczeń medycznych wskutek nadzwyczajnych wydarzeń takich jak pożar, kradzież lub zalanie sprzętu medycznego. Mając powyższe na uwadze lekarze powinni wziąć pod rozwagę ubezpieczenie sprzętu medycznego, czy nawet leków na wypadek ich nieprzydatności wywołanej przechowywaniem medykamentów w nieodpowiednich do tego warunkach.


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Pacjent -więzień czyli o prawie do prywatności



Kara pozbawienia wolności (potocznie nazywana karą więzienia) nie pozbawia skazanego podstawowych praw innych oprócz prawa do wolności. Taki człowiek ma także w związku z tym m. in. prawo do opieki zdrowotnej. Zasady udzielania pomocy medycznej dla więźniów zostały zawarte m. in w kodeksie karnym wykonawczym. W przepisach tam zawartych znajdują się regulacje, które wskazują, że w przypadku więźniów przebywających w zakładach karnych typu zamkniętego (w Polsce możemy wyróżnić także zakłady karne typu otwartego i półotwartego) podczas udzielania świadczeń zdrowotnych obecny jest także funkcjonariusz, który nie wykonuje zawodu leczniczego, np. policjant czy pracownik służby więziennej (art. 117 § 7 kodeks karny wykonawczy). W 2010r.  Rzecznik Praw Obywatelskich korzystając ze swoich uprawnień (RPO) wystąpił do TK z wnioskiem o stwierdzenie niezgodności tego przepisu z Konstytucją RP (K 22/10). 26 lutego br. Trybunał wydał wyrok w tej sprawie.
 RPO w uzasadnieniu wniosku podniósł przede wszystkim to, że zaskarżony przepis jest  niezgodny z zasadą poszanowania godności i intymności pacjentów, które są zagwarantowane przez ustawę o zawodzie lekarza i lekarza dentysty oraz ustawie o prawach pacjenta i RPO. Rzecznik podnosił, że pacjentowi bowiem niezależnie od sytuacji podczas zabiegu czy badania powinni towarzyszyć jedynie członkowie personelu medycznego. RPO zauważył, że przez wskazany przepis następuje rozróżnianie pacjentów ze względu na typ zakładu, w jakim  znajduje się pacjent, co nie jest zgodne z Konstytucją. Następuje bowiem ograniczenie konstytucyjnego prawa do prywatności skazanego. We wniosku stwierdzono słusznie, że zmiana trybu przeprowadzania badania więźnia (tj. pod nieobecność funkcjonariusza) może nastąpić tylko i wyłącznie na podstawie wniosku zgłoszonego przez pracownika służby medycznej lub wyznaczonego do asystowania funkcjonariusza. Sprzeciwu czy wniosku takiego rodzaju nie może zgłosić sam skazany.
Wyobraźmy sobie, że więźniem takiego zakładu jest kobieta, która wymaga badania ginekologicznego. Przy takim badaniu musiałby się znaleźć funkcjonariusz (oczywiście również kobieta). Mimo odczuwalnego wstydu i chęci, aby obecnym był tylko lekarz ginekolog, kobieta nie może się w żaden sposób sprzeciwić takiej sytuacji. Mogą uczynić to tylko lekarz lub funkcjonariusz.
Poza tym Rzecznik zwrócił uwagę na fakt, że ten przepis stosuje się odpowiednio do osób tymczasowo aresztowanych. Jeszcze bardziej takie rozwiązanie wzbudziło wątpliwości u RPO, gdyż taka osoba nie została skazana prawomocnym wyrokiem za popełnienie przestępstwa i nie znajduje się w zakładzie karnym typu zamkniętego, więc trudno dopatrywać się analogii w jego sytuacji.
Po rozpatrzeniu sprawy przedstawionej przez Rzecznika 26 lutego TK orzekł, że omawiany przepis jest niezgodny z konstytucją. Trybunał wskazał, że przede wszystkim Państwo powinno zawsze tam gdzie tylko możliwe zagwarantować każdemu człowiekowi (także więźniowi) prawo do prywatności. Trybunał uznał, że  zaskarżony przepis nie daje gwarancji ochrony tego prawa. W komunikacie Trybunału znajdziemy wskazanie, że stosowanie takich środków jak obecność funkcjonariusza podczas każdego badania lekarskiego, czyli ciężar nałożony na pacjenta nie jest proporcjonalny do efektów regulacji, czyli ochrony przed niebezpiecznymi więźniami (tacy bowiem są umieszczani w zakładach karnych typu zamkniętego). Trybunał uznając przepis za niekonstytucyjny, odroczył jednocześnie utratę jego mocy prawnej na okres 12 miesięcy. Do tego czasu ustawodawca powinien zmienić tę regulację uwzględniając fakt, że więzień też jest pacjentem i swoją godność też posiada.


poniedziałek, 24 marca 2014

Prawo pacjenta do informacji




Każdy pacjent bez względu na wiek, stan zdrowia czy rodzaj choroby ma prawo do informacji o swojej osobie. Pacjent ma prawo do informacji o rodzaju i zakresie świadczeń udzielanych u danego świadczeniodawcy oraz o osobach udzielających tych świadczeń. Prawo pacjenta do wszelkich informacji podczas udzielania mu świadczenia zdrowotnego stanowi jeden z kluczowych aspektów prawa człowieka do prywatności i jest jego częścią.
Człowiek często boi się nowych dla niego sytuacji, zwłaszcza gdy nie rozumie do końca co się wokół niego dzieje. Taką sytuacją jest z pewnością pobyt w szpitalu czy innej placówce leczniczej. Pacjent leży na szpitalnym łóżku, a personel medyczny co chwila przynosi jakieś leki, podłącza kroplówki, pobiera próbki do badań. Nie posiadając wiedzy na temat dokonywanych czynności można czuć się co najmniej niekomfortowo. Dlatego, na personelu medycznym ciąży obowiązek informowania pacjenta o wszelkich aspektach jego leczenia. Obowiązek ten ciąży, jak by się zdawać mogło, wyłącznie na lekarzach bezpośrednio zajmujących się danym pacjentem, ale również na pielęgniarkach i położnych.
Informacje przekazywane pacjentowi powinny w sposób prosty i zrozumiały tłumaczyć każde posunięcie i etapy mającego się odbyć lub odbywającego się zabiegu, innej czynności medycznej. Ważną umiejętnością jest pozyskiwanie informacji zwrotnej od pacjenta. Personel medyczny powinien bowiem upewnić się, że pacjent zrozumiał przekazywaną informację. W razie, gdy okaże się, że pacjent jednak nie zrozumiał przekazu, należy wszystko jeszcze raz powtórzyć. Dopiero, kiedy lekarz lub pielęgniarka będzie mieć pewność, że pacjent zrozumiał przekazywaną informację, można uznać, że prawo pacjenta do informacji zostało zrealizowane w należyty sposób. Należy jednak zadać sobie pytanie, czy w stosunku do każdego pacjenta zakres i sposób przekazywanej informacji powinien być taki sam? Ustawa z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta przewiduje, że prawo do informacji w pełnym zakresie ma pacjent pełnoletni, pacjent, który ukończył 16 lat oraz przedstawiciel ustawowy pacjenta, który ukończył 16 lat. Pacjentom należącym do tej kategorii należy udzielać pełnej informacji o swoim stanie zdrowia, rozpoznaniu, metodach diagnostycznych i leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu. Z kolei pacjent, który nie ukończył 16 lat ma prawo do informacji, ale tylko w zakresie potrzebnym do prawidłowego przebiegu procesu leczenia oraz wyrażenia co do tego swojego zdania. Zakres i sposób przekazywania informacji pacjentowi poniżej 16-tego roku życia powinien odpowiadać stopniowi jego rozwoju psychofizycznego.
Jak już było wspomniane na wstępie, prawo pacjenta do informacji nie jest uzależnione od stanu zdrowia pacjenta. Trzeba mieć tu na myśli zarówno stan zdrowia fizycznego jak i psychicznego. I tak, pacjent ubezwłasnowolniony, ale dysponujący dostatecznym rozpoznaniem sytuacji ma prawo do informacji w zakresie umożliwiającym w miarę świadomy i swobodny udział w procesie leczenia. W takiej sytuacji, podobnie jak w przypadku pacjenta poniżej 16-tego roku życia, prawo do informacji przysługuje równocześnie pacjentowi oraz jego przedstawicielowi ustawowemu czy opiekunowi prawnemu.
W praktyce pojawia się problem z pacjentem nieprzytomnym. Ustawodawca nie uregulował tej kwestii wprost w ustawie dotyczącej praw pacjenta. Z oczywistych względów nie można przekazać informacji samemu pacjentowi. Przyjęte zostało jednak, że jeżeli pacjent wprost nie upoważnił nikogo do uzyskiwania informacji o stanie swojego zdrowia, informacji takich należy udzielać osobom bliskim pacjenta. Na szczęście kwestia, kto jest osobą bliską dla pacjenta została wprost uregulowana w ustawie. Do tej kategorii osób należą: małżonek, krewny lub powinowaty do drugiego stopnia w linii prostej, przedstawiciel ustawowy, osoba pozostająca we wspólnym pożyciu i osoba wskazana przez pacjenta. Należy również podkreślić, że osoby z tego katalogu wzajemnie nie wyłączają prawa do informacji o stanie zdrowia pacjenta. Zatem skorzystanie z tego prawa przez małżonka nie wyłącza prawa do informacji krewnego.

Alicja Siemianowska 
aplikant radcowski



.



poniedziałek, 10 marca 2014

Kamery na bloku operacyjnym, czyli o ingerencji w prywatność pacjenta

W Polsce nie ma ogólnych przepisów prowadzenia monitoringu wizyjnego - każdy filmuje każdego, nawet podczas badań i zabiegów medycznych w placówkach ochrony zdrowia. W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich, taka regulacja jest niezbędna ze względu na ingerencję monitoringu w sferę prywatności jednostki.
Za stworzenie ustawy o monitoringu odpowiedzialny jest minister spraw wewnętrznych. RPO w korespondencji z MSW wielokrotnie wskazywał na konieczność prawnej regulacji monitoringu wizyjnego, który wkracza w kolejne obszary życia.

Postulat RPO w szczególny sposób dotyczy stosowania monitoringu wizyjnego w miejscach, w których przebywają pacjenci: nie tylko w szpitalach i przychodniach, ale również w karetkach pogotowia, we wnętrzach których także montuje się kamery. RPO wielokrotnie interweniował w Ministerstwie Zdrowia i u Rzecznika Praw Pacjenta w tej sprawie. Efektów brak. Po jednym z wystąpień (z 11 stycznia 2011 r.) minister zdrowia potwierdził prowadzenie prac koncepcyjnych mających na celu wprowadzenie prawnej regulacji monitorowania pomieszczeń SOR, jednak po pewnym czasie odstąpiono od planowanej zmiany przepisów.

Stanowisko RPO, prof. Ireny Lipowicz, podziela Wojciech Rafał Wiewiórowski, Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. W wypowiedzi dla portalu rynekzdrowia.pl zaznaczył, że również ”w biurze GIODO przygotowywane jest opracowanie dotyczące możliwego kształtu rozwiązania ustawowego”.

Jego zdaniem, ”jest rzeczą nie tylko dopuszczalną, ale wskazaną, żeby monitoring był prowadzony np. na oddziale intensywnej terapii, czy w innym miejscu, w którym przebywają pacjenci ze szczególnym rodzajem schorzeń, które wymagają stałej kontroli personelu medycznego”.

- Z drugiej strony nie wyobrażam sobie wprowadzenia przepisu, który umożliwiałby prowadzenie monitoringu wizyjnego generalnie na terenie całego szpitala, dla różnych celów - dodał i podkreślił, że cel monitoringu musi być wyraźnie określony. Przy ocenie celu musi być uwzględniona zasada adekwatności, czyli na ile można ingerować w prywatność pacjenta, żeby osiągnąć inny ważny cel.

Czy takim celem może być np. dyscyplinowanie personelu medycznego?

Kamera śledzi pracownika

W Centrum Medycznym HCP Sp. z o.o. w Poznaniu zainstalowano na bloku operacyjnym kamery, aby sprawdzać, o której lekarze zaczynają zabiegi (filmuje się operujących i operowanych). Przyczyną tej decyzji był sypiący się grafik. - W ciągu tygodnia część operacji wypadała, chorzy musieli zostawać dłużej w szpitalu. Traciliśmy czas i pieniądze - żalił się w lutym 2012 r. Gazecie Wyborczej prezes szpitala dr Lesław Lenartowicz.

Przejrzenie monitoringu, który rejestruje każdy zabieg (zapis jest archiwizowany przez siedem dni) zajmuje mu dziennie 15-20 minut. - Na podsumowanie jeszcze za wcześnie. Ale z pierwszych efektów jestem zadowolony - chwalił widoczną poprawę dyscypliny pracy.

System monitoringu funkcjonuje w Centrum Medycznym HCP do tej pory. Ekran, na którym oglądać można nagrania znajduje się w gabinecie prezesa. Joanna Bierła, wiceprezes zarządu do spraw lecznictwa, powiedziała nam, że nie odnotowano ani jednej skargi pacjentów (nie trzeba dodawać, że często obnażonych, w różnych intymnych sytuacjach). Jak zapewniła, są oni informowani o nagraniu.

Na podobny krok zdecydowano się w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu. Agnieszka Czajkowska-Masternak, rzecznik USK tłumaczy, że dyrekcja podjęła decyzję o zainstalowaniu kamer na bloku operacyjnym, żeby kontrolować personel medyczny, a także ze względu na bezpieczeństwo pacjentów i pracowników, zdarzały się bowiem np. kradzieże.

- Mamy monitoring wokół budynku, w SOR, na korytarzach szpitala i na bloku operacyjnym, który obsługuje większość klinik. Na samym bloku obraz kamer obejmuje korytarze i ogólny zarys sali operacyjnej - wyjaśnia.

Informuje nas, że dostęp do zapisu z kamer mają wyłącznie wyznaczone przez dyrekcję osoby z wykształceniem medycznym. - Skarg pacjentów - jak do tej pory - nie zanotowaliśmy. W szpitalu są oznaczenia informujące, że obiekt jest monitorowany, więc pacjenci powinni mieć świadomość, że mogą być obserwowani przez kamerę - podkreśla Czajkowska-Masternak.

Sfilmują, a o zgodę nie spytają
W szpitalu uniwersyteckim kwestia kamer w salach operacyjnych jest dodatkowo zagmatwana, bo jeśli utrwala się przebieg operacji czy badania w celach naukowo-badawczych, wówczas zgoda pacjenta jest bezwzględnie wymagana. Lekarze w całym cywilizowanym świecie kierują się wtedy Deklaracją Helsińską Światowego Stowarzyszenia Lekarzy (WMA), która określa etyczne zasady prowadzenia badań medycznych z udziałem ludzi.

Jeśli jednak obserwacja prowadzona jest przy pomocy kamer przemysłowych w celu zapewnienia bezpieczeństwa osób lub mienia albo żeby kontrolować czas pracy lekarzy i pielęgniarek, filmowanego pacjenta nikt o zdanie już nie zapyta.

Inna sprawa, że poziom wrażliwości to bardzo indywidualna cecha i możliwe, że nawet gdyby filmik np. z usunięcia jajników lub z widowiskowej kolonoskopii trafił do internetu, to dla osoby filmowanej nie byłoby to problemem. Co mogą jednak zrobić ”wstydliwi tradycjonaliści”?

W biurze RPO powiedziano nam, że zgodnie z art. 20 ust. 1 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta pacjent ma prawo do poszanowania intymności i godności, w szczególności w czasie udzielania mu świadczeń zdrowotnych. Ponadto, zgodnie z art. 4 ust. 1. tej samej ustawy, w razie zawinionego naruszenia praw pacjenta sąd może przyznać poszkodowanemu odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę na podstawie art. 448 Kodeksu cywilnego. Jeśli pacjent uważa, że jego prawa zostały naruszone, może się również zwrócić do Rzecznika Praw Pacjenta.

Zauważmy jednak, że konstytucyjne prawo do ochrony życia prywatnego jest prawem i nie każdy uważa za stosowne z niego skorzystać.

Nagranie ujawniło prawdę
Ale wróćmy do zasady adekwatności, czyli ważenia celów, o której mówił Wojciech Rafał Wiewiórowski. Nie ulega wątpliwości, że w pewnych przypadkach można znaleźć sensowne uzasadnienie dla monitoringu wizyjnego w placówkach ochrony zdrowia. Oto nie dalej jak w styczniu prokuratura przejrzała nagrania monitoringu poznańskiego Specjalistycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem, dzięki czemu potwierdziły się wyjaśniania rodziców, że byli tam z trzyletnim dzieckiem, podczas gdy dyrekcja szpitala twierdziła, że nie odnotowano ich obecności.

Chłopiec zmarł 24 stycznia w domu, wcześniej zbadał go lekarz rodzinny, następnie rodzice szukali ratunku w szpitalu.

- Z zapisu monitoringu jednoznacznie wynika, że przed godziną ósmą w budynku szpitala pojawili się: matka oraz ojciec, który niósł chłopca. Ojciec z chłopcem usiadł w miejscu dla oczekujących, matka udała się do rejestracji. Ona nie podchodziła z dzieckiem na rękach. Osoby te nie zostały przyjęte przez lekarza - mogła szczegółowa opisać nagranie z kamer rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Magdalena Mazur-Prus. Prowadzone śledztwo ma wyjaśnić, czy doszło do narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

W tym przypadku monitoring był użyteczny, podobnie jak na oddziałach intensywnej terapii. Ale służy on również do odstraszania złodziei i wandali grasujących po szpitalach, studzi emocje pacjentów tam, gdzie sięgają one zenitu, czyli na SOR-ach, dyscyplinuje personel itp. Zachodzi pytanie: co właściwie ma tłumaczyć instalowanie kamer, które obserwują pacjentów również w sytuacjach wymagających zachowania całkowitej prywatności? Nie ma jednej i jednoznacznej odpowiedzi.

Byle powód to żaden powód
- Kierując się określonymi w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wymogami, jakie musi spełnić ograniczenie praw i wolności jednostki, należy zwrócić uwagę w szczególności na zasadę proporcjonalności ograniczeń - twierdzi Anna Kabulska z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.

Co to za zasada? Mówi o niej wyrok Trybunału Konstytucyjnego (sygn. akt K23/98), który stwierdził, że zasada proporcjonalności (adekwatności) ograniczeń: ”Z jednej stawia przed prawodawcą każdorazowo wymóg stwierdzenia rzeczywistej potrzeby ingerencji w danym stanie faktycznym w zakres prawa bądź wolności jednostki. Z drugiej strony winna ona być rozumiana, jako wymóg stosowania takich środków prawnych, które będą skuteczne, a więc rzeczywiście służące realizacji zamierzonych przez prawodawcę celów. Zawsze chodzi o środki niezbędne, w tym sensie, że chronić będą określone wartości w sposób i w stopniu, który nie mógłby być osiągnięty przy zastosowaniu innych środków”.

Określone przez TK wytyczne powinny mieć zastosowanie do regulacji dotyczącej monitoringu wizyjnego, szczególnie w tak intymnej sytuacji, jak udzielanie świadczeń zdrowotnych, co zadedykować można szefom szpitali i przychodni instalującym kamery z byle powodu. 
Źródło :  
Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia | 10-03-2014 06:20

piątek, 28 lutego 2014

Lekarski Sąd Dyscyplinarny- trochę statystyki


Jak podała wczoraj Rzeczpospolita,  sądy lekarskie prawomocnie ukarały  w 2013r - 178 lekarzy i dentystów. Jest to zdecydowanie mały procent w stosunku do tego, ile skarg wpływa rocznie na działania medyków. Statystyki podają, że rocznie skarg pacjentów na lekarzy jest około 3 tysięcy. Jedynie 5-6 % jest przez sądy lekarskie uwzględnianych. Najczęściej skargi dotyczą: nierozpoznania choroby i lekceważenie jej objawów, braku cięcia cesarskiego oraz nieprawidłowego złożenie złamanych kończyn. 
W sądzie lekarskim jako podstawowa kara dominuje upomnienie. Nie należy jednak zapominać, o tym, iż TYLKO UPOMNIENIE dla lekarza może mieć niebagatelne skutki prawne. 
Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że w 2013 r. sądy lekarskie prawomocnie ukarały 178 lekarzy i lekarzy dentystów. 105 osób dostało upomnienie, 49 nagany, a 14 karę pieniężną. Resort zastrzega, że część wyroków jeszcze się nie uprawomocniła.
Podobnie było w 2012 r., kiedy ze 186 ukaranych lekarzy 136 dostało upomnienia, 40 nagany, a dwie osoby karę pieniężną. Dla porównania w 2011 r. ukarano 136 medyków.
Co roku z reguły do izb lekarskich wpływa ok. 3 tys. skarg od pacjentów.W prawie połowie skarg rzecznicy okręgowi odpowiedzialności zawodowej odmawiają już na wszczęcia postępowania wyjaśniającego.   W 2011 r. pięciu medykom zawieszono prawo wykonywania zawodu, ale nikomu w ciągu ostatnich lat go nie odebrano.
37 proc. skarg pacjentów dotyczy porodów
– Jest mało orzeczeń, bo środowisko lekarskie chroni swoich członków – zauważa Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere. Jego zdaniem mniej bolesne dla chorych jest, że kary dla lekarzy są łagodne, bardziej to, że jest ich mało. – Bo jeśli rocznie sądy korporacyjne nakładają sankcje na 130–190 medyków, oznacza to, że tylko kilku procentom poszkodowanym przyznają rację – mówi Sandauer. A rozstrzygnięcie sądu lekarskiego zapada w ciągu roku od wniesienia skargi. Może mieć ono decydujące znaczenie dla kilkuletniego procesu z powództwa pacjenta o odszkodowanie za błąd medyczny.
Zauważyć należy, iż wiele skarg jest już na wstępnie odrzucanych, gdyż nie dotyczą one wprost pracy lekarza, ale np. złej organizacji pracy szpitala. Część skarg jest anonimowa, inni pacjenci nie wskazują na błąd medyka, tylko od razu chcą odszkodowania.
Statystyki wskazują iż, rocznie w Polsce zdarza się od 20 do 30 tys. błędów medycznych.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Błąd diagnostyczny jako rodzaj błędu w sztuce lekarskiej



              W wyroku z dnia 24 października 2013 r. (sygn. akt II Ka 405/13) Sąd Okręgowy w Tarnowie zdefiniował pojęcie błędu diagnostycznego i podstawy odpowiedzialności lekarza za ten czyn. Zgodnie z treścią wyroku błąd diagnostyczny jest rodzajem błędu medycznego, z którym mamy do czynienia, gdy lekarz wyciągnie z objawów chorobowych inne wnioski niż te, które wynikają z ogólnej wiedzy medycznej. Może polegać także na nierozpoznaniu pewnych objawów, bądź na wadliwym wykonaniu badań diagnostycznych lub całkowitym ich pominięciu.
              Do popełnienia właśnie takiego rodzaju błędu lekarskiego doszło w sprawie, będącej przedmiotem orzeczenia. Lekarz A.K. został oskarżony o popełnienie czynu z art. 160 par. 3 w związku z art. 160 par. 2 Kodeksu Karnego, tj. o to, że jako lekarz dyżurny zaniechał u pacjenta z raną głowy wykonania tomografii komputerowej głowy oraz pozostawienia go na obserwacji na Oddziale Ratunkowym Szpitala. Niewykonanie koniecznego badania skutkowało brakiem rozpoznania obrażeń i ich objawów – złamania kości sklepienia podstawy czaszki, krwiaka podtwardówkowego, wylewu krwawego podpajęczynówkowego oraz rozległego stłuczenia mózgu i pnia mózgu, co naraziło pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
              Pacjent R.W. trafił do szpitala w stanie upojenia alkoholowego. Stan ten utrudniał w znacznym stopniu diagnostykę – chory nie chciał współpracować z personelem medycznym, nie zgadzał się na przeprowadzenie badań. Jednocześnie, jak stwierdzili biegli sądowi, objawy upojenia alkoholowego, np. bełkotliwa mowa czy zaburzenia ruchowe, mogą być tożsame z objawami urazu mózgu, co utrudnia postawienie właściwej diagnozy. Zdaniem biegłych zaniechanie zlecenia podstawowych badań i pozostawienia chorego na obserwacji stanowiło zagrożenie dla pacjenta, bowiem przy urazach mózgu w każdym momencie może pojawić się wzrost ciśnienia śródczaszkowego, wymagający pilnego zabiegu operacyjnego.
              Zeznania lekarza i rodziny pacjenta różniły się co do okoliczności wypisania chorego ze szpitala. Lekarz utrzymywał, że nie zatrzymał pacjenta w szpitalu m.in. dlatego, że nie chciał on poddać się badaniom i leczeniu, a jego siostry nalegały na zabranie go do domu. Z zeznań sióstr chorego wynika z kolei, że chciały one w szpitalu uzyskać pomoc dla swojego brata i były nastawione, że pozostanie tam na jakiś czas, o czym świadczyć może fakt, iż zabrały ze sobą jego piżamę. Dodatkowo jedna z kobiet zeznała, że sama dopytywała lekarza o możliwość późniejszego wezwania karetki pogotowia z domu, a to, że obserwowała brata wynikało jedynie z niepokoju o jego stan zdrowia. Oskarżony twierdził, że sam poinformował rodzinę pacjenta o sposobie obserwacji i traktowania chorego. Jako że w dokumentacji medycznej widniał jedynie zdawkowy zapis „pouczono o postępowaniu”, Sąd – zarówno rejonowy, jak i apelacyjny – uznał za wiarygodne zeznania rodziny pacjenta.
              Przy ocenie stopnia winy lekarza konieczne było wzięcie pod uwagę wielu czynników, działających zarówno na korzyść oskarżonego, jak i przeciwko niemu. Kluczowe były ustalenia biegłych sądowych w dziedzinie medycyny. Wątpliwości nie ulegał fakt, iż oskarżony nie przeprowadził koniecznych badań i nie dokonał właściwej diagnozy chorego – zdaniem sądu doszło tu do popełnienia błędu diagnostycznego. Biegli uznali, że prawidłowe zdiagnozowanie pacjenta było możliwe poprzez zostawienie go w szpitalu na obserwacji i przeprowadzenie tomografii głowy po jego wytrzeźwieniu. Wypisując mężczyznę do domu, lekarz godził się na skutek w postaci wystąpienia bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu pacjenta, jako że, biorąc pod uwagę posiadaną wiedzę medyczną, wiedział czym charakteryzują się urazy głowy i jak należy w ich przypadku postępować. Bez znaczenia pozostaje fakt, że chory w efekcie działania lekarza nie doznał ostatecznie uszczerbku na zdrowiu. Istotą zarzucanego przestępstwa jest bowiem samo wystąpienie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla zdrowia lub życia, tj. duże prawdopodobieństwo, że skutek taki nastąpi. Jak stwierdzili biegli, w przedmiotowym stanie faktycznym istniało realne zagrożenie dla życia i zdrowia pacjenta, spowodowane zaniechaniem lekarza.
              Okolicznością łagodzącą, w ocenie Sądu Apelacyjnego, był stan nietrzeźwości chorego mężczyzny i brak chęci współpracy z lekarzem – przeprowadzenie badania bez zgody pacjenta nie jest wszak dopuszczalne. Sytuacja nie jest więc jednoznaczna - w przedmiotowej sprawie lekarz powinien ocenić jakie zachowanie będzie prawidłowe i najbardziej korzystne dla pacjenta. Nie było jednakże żadnych dowodów na to, że oskarżony w ogóle chciał przeprowadzić badanie TK i zostawić pacjenta na obserwacji.
              W tej sytuacji wymiar kary orzeczonej przez Sąd Apelacyjny – warunkowe umorzenie postępowania karnego na okres próby 1 roku oraz świadczenie pieniężne w kwocie 2 tys. zł - wydaje się być swego rodzaju kompromisem między powinnościami lekarza a realnymi możliwościami wykonania koniecznych badań mimo sprzeciwu pacjenta.
             
Justyna Bachórska,
aplikantka radcowska